Zalane tereny w Dolnośląskim potrzebują pomocy. To czas, który szczególnie wymaga ludzkiej solidarności. Liczy się każdy gest, każda pomoc, każda para rąk do pracy. Na rozliczenia czas nadejdzie później.
Żeby dojechać z pomocą do Bogatyni, trzeba korzystać z dróg przez terytorium Niemiec i Czech. Zdaniem psychologów, szczególnie ważne jest to, by mieszkańcy Bogatyni nie czuli się pozostawieni sami sobie. Za głęboko nieetyczne należy uznawać zachowania „gapiów” – ludzi, którzy dojeżdżają do zalanych miejscowości tylko po to, by zobaczyć ogrom zniszczeń.
Wojewoda: Do Bogatyni dociera coraz większa pomoc
Wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec zapewnia, że jego urząd rzucił do pomocy Bogatyni całą możliwą pomoc. Trasą przez terytorium Czech przepuszczana jest pomoc humanitarna i wojskowa dla powodzian, ale drogą tą mogą się poruszać jedynie pojazdy o wadze do 3,5 t. Do zalanej przez powódź Bogatyni można dojechać też drogą przez Niemcy. Ze Zgorzelca należy się kierować: Loebau, stamtąd do Zittau i Sieniawki. Jak wyjaśnił Jurkowlaniec, na tej trasie nie ma ograniczeń tonażowych, jednak słabym punktem, który musi być monitorowany, jest most na Nysie Łużyckiej.
W Bogatyni od niedzieli pracują też inspektorzy nadzoru budowlanego, którzy kwalifikują budynki do rozbiórki. Według Jerzego Stachyry, z-cy burmistrza Bogatyni w mieście w wyniku powodzi zawaliło się co najmniej 10 budynków. Jak powiedział Jurkowlaniec, kolejnych 22 budynków zostało zakwalifikowanych do rozbiórki. "Problem dodatkowy z tymi budynkami jest taki, że nie tylko mieszkańcy tracą dach nad głową, ale są to budynki zabytkowe, które mają po 200 lat i więcej" - mówił wojewoda.
Jeszcze w poniedziałek do Bogatyni dotrą prawdopodobnie inspektorzy budowlani z całego województwa, aby przyspieszyć kwalifikowanie budynków. Niektórzy mieszkańcy próbują dostać się do budynków, mimo iż zdają sobie sprawę, że budynek ma naruszoną konstrukcję i w każdej chwili może się zawalić.
Były ostrzeżenia
Wojewoda Jurkowlaniec, który sam przez 19 lat mieszkał w Bogatyni zapewnił, że ostrzeżenia o niebezpieczeństwie powodzi zostały wysłane do władz Bogatyni dobę przed kataklizmem. Wprawdzie powodzi nie można było zapobiec, ale był czas na to, żeby przestrzec ludzi, zapewnić im prowiant, wodę, leki, przygotować miejsca do ewakuacji.
Znacznie lepiej przygotowały się do walki z kataklizmem władze Zgorzelca. Mieszkańcy, którzy zostali wcześniej ostrzeżeni przed falą kulminacyjną przez kilka godzin układali worki z piaskiem, przenosili sprzęty, zabezpieczali mienie. Władze miasta postawiły wszystkie służby w stan najwyższej gotowości. Burmistrz Zgorzelca, Rafał Gronicz mówi, że sytuacja w mieście jest już niemal opanowana. Dzięki szybkiej akcji udało się ewakuować ludzi z najbardziej zagrożonych miejsc. Przewieziono ich do punktów ewakuacyjnych, przygotowanych wcześniej przez władze miasta.
Będzie pomoc finansowa
Premier Donald Tusk w rozmowie z ministrem Jerzym Millerem zalecił, aby mieszkańcy zalanych w weekend miejscowości z Dolnego Śląska otrzymali taką samą pomoc rządową, jak poszkodowani w tegorocznej majowej i czerwcowej powodzi - poinformowało MSWiA.
Miller, który odwiedził zalane tereny, złożył premierowi Tuskowi raport na temat sytuacji powodziowej na terenie województwa dolnośląskiego. Podczas rozmowy premier postanowił, aby mieszkańcy poszkodowanych miejscowości otrzymali taką samą pomoc rządową jak mieszkańcy terenów dotkniętych powodzią w maju i czerwcu - poinformowało w komunikacie MSWiA.
|