„Przemysław Gosiewski zawsze był gotowy do pomocy”
Wiadomości kraj - Polityczne komentarze pis.org.pl / 27 stycznia 2012
Być może ci, którzy go znali dłużej, mają trudności z przypomnieniem sobie pierwszej rozmowy z nim, pierwszego spotkania. Ja pamiętam ją dobrze.

W 2003 r., jak sprawdziłem, mój ówczesny Szef, poseł Krzysztof Jurgiel (też wspaniały człowiek, ale to temat na inną historię, teraz pozostaje mi, i osobom, które go znają, cieszyć się, że nie wsiadł do tego samolotu), powiedział mi „Paweł, piszemy bardzo ciekawą interpelację o śmierci generała Papały i o śledztwie”. Dla młodego człowieka, zaczynającego dopiero swa przygodę z pracą polityczną, było to wielkie wyzwanie. Moim zadaniem było przygotować materiały do tej interpelacji. Po jakimś czasie Jurgiel powiedział mi „Tę interpelację podpisze też Gosiewski. Skontaktuje się z tobą”. Gosiewski? To nazwisko wtedy mi nic nie mówiło, ale wówczas, w 2003 r., niewiele mówiły mi również takie nazwiska jak Ziobro, Wassermann i inne. Po paru dniach odebrałem telefon „Pan Paweł Szrot? Tu Gosiewski. Pan przygotowuje materiały do interpelacji o Papale? Czy pan wie, że …, czy pan zweryfikował następujące fakty …” głos twardy, do bólu rzeczowy, nieznoszący sprzeciwu… Podał mi informacje ważne dla tej interpelacji, która wtedy wydawała mi się najważniejszą sprawą na świecie.

Jakiś czas później przyjechał do Białegostoku. Miał na Uniwersytecie spotkanie ze studentami na temat otwarcia zawodów prawniczych. Wtedy go po raz pierwszy zobaczyłem. Wszyscy wiedzą, że nie miał imponującej sylwetki, ale było w tym niewielkim wzrostem człowieku coś, co nie pozwalało wątpić, że to prawdziwa bomba energetyczna, że ten człowiek nie usiedzi bezczynnie pięciu minut. Na to spotkanie z nim przyszło wówczas trzech studentów, i Szef z zimną krwią poprowadził dla nich świetne spotkanie…

I potem ta rozmowa, kiedy zostałem pełnomocnikiem wyborczym w wyborach do Senatu, kiedy kandydował poseł Jurgiel. „Panie Pawle, kiedy Pan przyjedzie do Warszawy złożyć papiery w PKW?” - „Panie Pośle, wszystko podpisane, przekażę kurierem do Warszawy” – „Ale Panie Pawle, Pan wie, jaka jest praktyka?” Wtedy akurat postawiłem na swoim, pewnie ostatni raz.

W 2005, krótko po wyborach, przez jedną sobotę, pomagałem mu technicznie ustalać składy komisji sejmowych. Wtedy po raz pierwszy obserwowałem, jak pracuje. Jego praca zawsze miała pozór chaosu, ataku na wszystkich frontach, ale przecież zawsze miał wszystko pod kontrolą, potrafił się na krótki czas skupić na konkretnej sprawie i szybko doprowadzić ją do końca.

Potem zaczął się czas rządu. Najbliższa mi osoba została jego asystentką w Klubie Parlamentarnym, a latem 2006 r. dołączyłem do zespołu Gosiewskiego, już ministra w Kancelarii Premiera. To, co wtedy się działo, najbardziej przypomina mi to, co czytałem o historii przeróżnych rewolucji na całym świecie. Nieprzespane noce, posiedzenia zwoływane z godziny na godzinę. Kawa pita przed północą i papierosy wypalone na balkonie wychodzącym na premierowski ogród. Tony materiałów do przeczytania, ustawy, rozporządzenia, notatki, porządki obrad. Nad tym wszystkim Szef. Wiedział wszystko, kontrolował wszystko, decydował o wszystkim. W jednej chwili żartował z nami o wyhodowaniu genetycznie zmodyfikowanego knurka, w następnej spierał z ministrami o kształt polityki regionalnej. To, w jaki sposób jego umysł ogarniał i kontrolował tyle spraw, było wręcz przerażające. Niezależnie od tego, jak szczegółowych notatek nie robiliśmy w trakcie odpraw, jego pamięć była i tak lepsza. Potrafił nam przypominać o niezałatwionych sprawach sprzed kilku miesięcy. Banałem jest powiedzieć, że pracował bez chwili przerwy, że od 8 do 24 był cały czas na nogach, że dziwił się, że po 21 trudno uzyskać jakieś ważne połączenie.

My jednak widzieliśmy, jak bardzo czasem był zmęczony, jakie koszty tej pracy ponosił. Kwadrans drzemki w swoim „saloniku” to jedyny relaks, na jaki sobie pozwalał. Po tych piętnastu minutach uśmiechnięty Szef znów biegł do swego gabinetu i głośno domagał się połączeń, gości, materiałów. Szef był przede wszystkim świetnym prawnikiem, ale potrafił z prawdziwym zrozumieniem ogarnąć całość polityki państwa - rolnictwo, polityka regionalna, sprawy społeczne to chyba te dziedziny, którymi interesował się najbardziej, ale to mylący obraz, bo potrafił przecież z poświeceniem oddawać czas i energię najróżniejszym sprawom, od statutu Państwowej Agencji Atomistyki po plan finansowy Krajowego Funduszu Dróg Publicznych. Nie znam nikogo innego, kto by potrafił tak mocno zarazić swoich podwładnych pasją i energią. Nikogo nie dziwiły telefony w środku nocy lub w niedzielę. Trochę wytchnienia mieliśmy w poniedziałki, bo ten dzień w całości poświecony był świętokrzyskiemu. Wydawało się wtedy, że odpoczywamy od niego, ale tak naprawdę było coś niepokojącego i smutnego w tym spokoju bez Szefa.

Widzieliśmy też, jak bardzo starał się być dobrym ojcem i mężem, i że mimo trudności mu się to udawało. Na każdym świątecznym spotkaniu z nami przypominał nam o tym, jaki koszt naszej pracy ponosimy w życiu osobistym i rodzinnym i jak ważne jest, abyśmy w tym świątecznym czasie trochę to naprawili. Każdy z nas cieszył się, widząc jego plany wakacyjne, że jego pasja i energia będzie na dwa tygodnie tylko dla jego dzieci, że ten świetny znawca historii i były zawodowy przewodnik wycieczek będzie im opowiadał o miejscach, które razem odwiedzą.

Szef swą prawdziwą, najbardziej ludzką twarz pokazywał wtedy, gdy ktoś z nas miał jakieś problemy. Sprawy osobiste, choroba któregoś z nas czy członków rodziny poruszały go jeszcze bardziej niż sprawy publiczne. Zawsze był gotowy do pomocy i zawsze ta pomoc była dla nas bardzo ważna.

To, co my, jego pracownicy, ceniliśmy w Szefie najbardziej to chyba to, z jakim zaufaniem i otwartością decydował się dawać szansę młodym ludziom, wobec których nie miał żadnych zobowiązań, jak łatwo przymykał oczy na nasze niedociągnięcia i jak poważne zadania nam powierzał. Zawsze mówił „Potrzebuję ludzi, którzy mogą szybko się uczyć, potrafię każdego przygotować do poważnej pracy”. Każdy z nas przyzna, że powiedział prawdę. Nigdy nie zapomina się ludzi, którzy podali rękę w trudnych chwilach, a ta refleksja dotyczy mnie bezpośrednio.

O jego śmierci dowiedziałem się na drugim końcu Europy. Pamiętam banalne rozmowy z nim w dzień mojego wylotu, które okazały się ostatnimi. Miał pretensje, że nie przyszedłem do pracy, prosił żeby załatwić kilka spraw. Niektóre się udało, inne nie. W sobotę rano, w Lizbonie, pozostał już tylko półgodzinny niepokój, Może nie wsiadł, może coś mu wypadło, może odstąpił miejsce. Po pół godzinie niepokój ustąpił miejsca cmentarnej pewności. Sam załatwiłem mu paszport dyplomatyczny. Może nie wsiadłby, gdybym coś w tej sprawie zawalił, tyle spraw zawalało się kompletnie bez sensu, a tę jedną dopięło...

To co uderzające, to nuta która pojawia się w wypowiedziach jego przyjaciół, współpracowników wspominających dzień przed katastrofą. W prawie wszystkich pojawia się jeden motyw : „Jeszcze w piątek rozmawiałem z Gosiewskim, w piątek spotkałem się z Gosiem, jeszcze w piątek wieczorem widziałem się z Przemkiem”. Widziałem jego kalendarz z piątku i wiem, jaki pracowity był to dzień. Sobota miała być równie pracowita, ale kalendarz skończył się już na drugim punkcie: „Lądowanie w Katyniu”.

Nie usłyszymy już jego kroków na korytarzu, nie powie nam „Cześć, dzieciaki, Paweł, zbieraj zespół”, nie zażartujemy z nim na rozpoczęcie pracy. Nikt z nas już nie przymknie troskliwie drzwi do gabinetu, kiedy zauważy, że Szef drzemie.

W polityce nie przypadkiem mówi się o „kampaniach”. Praca ta rodzi szczególne więzi. Szefa traktuje się jak wodza w bitwie, co wiąże się z szacunkiem, oddaniem, przywiązaniem. Czasem się na niego narzeka, czasem się go wręcz przeklina, ale zawsze przychodzi czas powiedzieć sobie w duchu „Muszę to dla niego zrobić, on mi zaufał”. My straciliśmy swego wodza, ale zawsze, nawet po wielu latach, będziemy mogli z dumą powiedzieć: „Byliśmy ludźmi Gosiewskiego”.
Paweł Szrot
 
Joomla SEO powered by JoomSEF

REKLAMA

°C

 

  • °C °C

  • °C °C

  • °C °C

  • °C °C

Sprawdź pogodę w innych miastach

Zamów newsletter, a otrzymasz informacje emailem

Regulamin

REKLAMA

REKLAMA

Znajdź w Brodnicy

  • Firmy
  • Noclegi
  • Restauracje
  • Medyczne
Szukaj:  
 
Wybierz kategorię
Szukaj:  
 
Wybierz kategorię
Szukaj:  
 
Wybierz kategorię
Szukaj:  
 
Wybierz kategorię