

| Wspomnienie 13 grudnia 1981 |
|
W Grudziądzu, tak jak w całej Polsce, w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 rozpoczęły się aresztowania i internowanie działaczy niepodległościowych, głównie członków NSZZ „Solidarność”. W "budowlance" czasy stanu wojennego pamięta już tylko dwoje nauczycieli: pani Barbara Mejka z Biblioteki szkolnej oraz pan Wiesław Żurawski, nauczyciel matematyki w sali nr 28. Posłuchajmy kilku wspomnień, jakie zanotował w swoim „Pamiętniku” pan Żurawski: Niedziela, 13 grudnia 1981W domu przy ulicy Kalinkowej 78 zbudziły mnie krzyki o godzinie 2.41. Przez okno na VII piętrze wołała o pomoc kobieta. Wyjrzałem – był śnieg i mróz. „Ludzie, ratunku ! Milicja i jakaś banda wdzierają się nam do mieszkania !” – tak krzyczała żona Jerzego Przybylskiego, przewodniczącego Komitetu Założycielskiego „Solidarności” w Grudziądzu. Nie wiedziałem, co robić. Ponad 20-tu uzbrojonych milicjantów i ZOMO wyprowadzało zakutego w kajdany Jurka Przybylskiego. Lokatorzy z wielu okien naszego osiedla krzyczeli: „Bandyci, przebierańcy! Zostawcie niewinnego! Gestapowcy, przyjdzie czas zemsty!” Wsiedli do sześciu samochodów i odjechali, a za nimi wybiegła w nocnej koszuli z dzieckiem na ręku biedna dziewczyna, krzycząc wniebogłosy: „Ludzie, biegnę powiadomić „Warmę” o tym wszystkim”. Cała akcja zakończyła się o godzinie 2.51. Byłem zszokowany i zdenerwowany – spodziewałem się, że niedługo po mnie przyjdą, byłem bowiem przewodniczącym koła „Solidarności” w Zespole Szkół Budowlanych. O godzinie 3.00 w pobliskiej jednostce wojskowej przy ulicy Chełmińskiej wszczęto alarm, żołnierze wybiegali na gaciach na plac apelowy. Rano o godzinie 8.00 słuchałem w programie pierwszym Polskiego Radia pierwsze przemówienie generała Jaruzelskiego, ale nie zrozumiałem, o czym mówi. O godzinie 9.00 w telewizji nie było Teleranka, którego zawsze o tej porze oglądał mój 3-letni synek. Dopiero o godzinie 10.30 w kościele młodzieżowym ksiądz Czesław Knozowski z ambony zapowiedział, że stan polityczny kraju jest jednak poważny. Po Mszy świętej opowiedziałem księdzu proboszczowi Knozowskiemu o aresztowaniu Jerzego Przybylskiego, o jego zdemolowanym mieszkaniu i wyrąbanych siekierą drzwiach, o zarwanej windzie w bloku przy Kalinkowej. Ksiądz był przerażony. Po wyjściu z kościoła na ulicy Mickiewicza pojawiły się 3-osobowe patrole MO czyli Milicji Obywatelskiej i ZOMO, a także żołnierze służby zasadniczej. Dopiero oni informowali przechodniów, że wprowadzono stan wojenny. I nagle okazało się, że na każdym skrzyżowaniu ulic w Grudziądzu stoją patrole i legitymują większość przechodniów. Ale największy postrach i panikę siały oddziały milicji i ZOMO. W telewizorach dopiero wieczorem rozpoczęła nadawać telewizja polska, dużo ludzie wchodziło na dach myśląc, że antena się zepsuła. Ślepiec w czarnych okularach – towarzysz Jaruzelski wystąpił w Dzienniku Telewizyjnym, radio i telewizja nadają co chwilę treść dekretu o stanie wojennym. Poniedziałek, 14 grudnia 1981Proklamowano Wojskową Radę Ocalenia Narodowego, która kłamliwie tłumaczy stan wojenny dobrem PRL-u i koniecznością zachowania socjalistycznego ustroju. O godzinie 8.00 wszyscy nauczyciele i część uczniów przyszli do nowego budynku szkoły przy ulicy Czarnieckiego 9. Ale dyrektorzy szkoły zaczęli panikować. Pan dyrektor Eugeniusz Ustaszewski i zastępca – pan Antoni Niewiński kazali nam natychmiast opuścić teren szkoły, gdyż do 3 stycznia 1982 roku Ministerstwo Oświaty ogłosiło ferie zimowe. Przedszkola jednak pracują, więc syna Remigiusza jak zawsze odebrałem z przedszkola o godzinie 14.30. Sytuacja w mieście nie jest jednak normalna. Strajkują Pomorskie Zakłady Sprzętu Okrętowego „Warma”, a z nią setki zakładów w całej Polsce, kopalnie i Stocznia Gdańska. Milicja i SB dokonują wciąż aresztowań, używając przemocy: wyciągają ludzi z mieszkań w środku nocy. Wszyscy żyjemy w stresach i panice. Środa, 16 grudnia 1981Na szczęście nie ma dotąd żadnych ofiar w ludziach – tak donosi „Gazeta Pomorska”, bo inne gazety przestały wychodzić. Jednak Wolna Europa, Radio Watykan i tzw. „wrogie radiostacje” donoszą o strajkach okupacyjnych na Śląsku i Wybrzeżu. Tam robotnicy walczą, a my z grudziądzkiej „Solidarności” siedzimy z założonymi rękami! Kilku kolegów-nauczycieli (Chojnacki, Pestka, Rybczyński, Kalinowski, Krzyżanowski) potajemnie odwiedzają mnie, szukając wsparcia w swej bezradności. Ale jesteśmy bezbronną garstką związkowców wobec potężnego, uzbrojonego tyrana. Nasz szef „Solidarności” nauczycielskiej – Stefan Sawczyński z Zespołu szkół Chemiczno-Elektrycznych podobno nie nocuje w domu. Szuka go milicja, w nocy włamują się do jego mieszkania. Dowiedzieliśmy się o niepokojach w „Unii”, o tym, że Bucholca zamknęli, że wytropili go w szpitalu. Strajk w grudziądzkiej „Warmie” zakończył się aresztowaniami. Czwartek, 17 grudnia 1981Krwawy terror junty Jaruzelskiego doprowadził wreszcie do tragedii. Mamy pierwsze ofiary tragicznego grudnia 1981 – w jedenastą rocznicę pierwszych ofiar pamiętnego grudnia 1970. Jakaś banda ZOMO wtargnęła do kopalni „Wujek” w Katowicach i zastrzeliła 9 młodych górników, przy tym zraniono kilkudziesięciu innych. Podobno bandyci mieli na sobie mundury Ludowego Wojska Polskiego ! Górnicy broniąc się, poturbowali kilkudziesięciu ZOMOwców przebranych za żołnierzy. W całej Polsce łączność nadal jest przerwana. Rano jeszcze raz byłem w szkole upewnić się, że do świąt Bożego Narodzenia nie będzie lekcji. Okazało się, że dotychczasowy dyrektor – bardzo lubiany pan Eugeniusz Ustaszewski został wysłany na przymusową emeryturę. Na jego miejsce junta wojskowa wyznaczyła Bogdana Muchowskiego, dotychczasowego kierownika warsztatów w Technikum Mechanicznym. Oznajmił mi, że na mocy dekretu o stanie wojennym szkolne koło Związku Zawodowego „Solidarność” przestaje istnieć, jest definitywnie rozwiązane. Milicja przesłuchała mnie, zadawano głupie pytania, czy stan wojenny jest potrzebny i dlaczego dyrektor Ustaszewski współpracował z naszym związkiem „Solidarność”. Przesłuchanie trwało tylko 20 minut i było dla nich kłopotliwe, ponieważ zwracałem się po imieniu do Andrzeja - jednego z milicjantów, którego uczyłem matematyki 3 lata temu w I LO im. Bolesława Chrobrego, a który przez grzeczność mówił do mnie „panie profesorze”. Po wyjściu z „budowlanki” udałem się na dworzec Przedmieście, postanowiłem jechać pociągiem do Torunia, aby sprawdzić, czy żyją koledzy z toruńskiej „Solidarności”. Na stacji Grudziądz Mniszek pociągi przyspieszone nie zatrzymują się, ale mój pociąg zatrzymano i rozpoczęła się wojskowa kontrola dokumentów i bagaży. Wyrzucono mnie z pociągu, ponieważ nie miałem przepustki na wyjazd do Torunia. Jeden z milicjantów zagroził mi, że za jazdę bez zezwolenia będę musiał stawić się przed Kolegium Karno-Administracyjnym. Dowiedziałem się, że aresztowali moją koleżankę z CKU – profesor Ewę Czarnecką. Tymczasem Lech Wałęsa siedzi w areszcie domowym pod Warszawą, Anna Walentynowicz też jest internowana. Wielka tragedia narodowa. To już prawdziwy koniec wolności i socjalizmu… |
°C
°C °C
°C °C
°C °C
°C °C
Komentarze