Nie oglądaliśmy przełomowych sytuacji, lecz Grand Prix rozgrywane w zatoce Marina Bay, zawsze będzie traktowane jako wielkie wydarzenie w kalendarzu F1.
Podczas tego sezonu, Lewis Hamilton stracił troszkę z zainteresowania, jakim objęły go media w latach, kiedy walczył o mistrzostwo. Musiał uporać się z inną rzeczywistością, w której nie znalazło się miejsce na walkę o tytuł. Kiedy mistrz świata zdaje sobie sprawę, iż nie będzie w stanie obronić „swojej świętości” i czeka go okres, który zwyczajnie musi zdzierżyć, może popaść w pewnego rodzaju konsternacje dyspozycyjną. Jako jeszcze młody kierowca, ma przed sobą wiele przytłaczających sytuacji, lecz z myślą, iż jest się mistrzem świata, wyrabiamy w sobie mentalność człowieka cierpliwego. Hamilton aż po GP Węgier z pewnością cały czas trzymał w ryzach tą myśl, iż zwycięstwo przyjdzie lada chwila. Już przed sezonem jasne stało się, iż MP4-24 wymaga wielu poprawek, które spiszą na starty początek sezonu. Hamilton w tamtym momencie musiał być świadom tego, że sytuacja jego zespołu jest skomplikowana, a on sam może znaleźć się w frasobliwej sytuacji, wyjątkowo, nie walcząc o zwycięstwa. W Woking wszyscy się ożywili, uderzyli w stół i z wytężoną siłą zaczęli działać, aby ta sytuacja uległa zmianie. Trzeba zauważyć, że Hamilton dostał od losu niezwykły prezent. Kolektyw, który tworzą ludzie McLaren jest przeprawiony w bojach dość solidnie, więc fakt, iż mają rozwojowy zastój nie nadwątlił ich sportowej dyscypliny. Bez presji ze strony włodarzy, pomogli Lewisowi uporać się z tym ambarasem, związanym z brakiem triumfów i ukazali potencjał drzemiący w sile tego teamu od wielu dekad. Grand Prix Singapuru było tylko potwierdzeniem, iż nie ulegają podziałom ze względu na charakterystykę toru i – jak na mistrza przystało – deklasują swoich rywali na każdej możliwej przestrzeni.
Czytaj wiecej: sport24.pl
|